Guy Bechor o nowym Egipcie

O największym zwycięstwie: w Egipcie nadciągają rządy Bractwa Muzułmańskiego razem z najbardziej ekstremistyczną islamską partią, usprawiedliwiona jest więc w Izraelu i na świecie obawa o los osieroconego traktatu pokojowego pomiędzy Izraelem a Egiptem. Czy zostanie unieważniony? Jakie będzie tego znaczenie? Co się dzieje poza kulisami w wystraszonych partiach islamskich? Czy to możliwe, że teraz, właśnie teraz, przez odwrotność odwrotności, po raz pierwszy pokój między Izraelem i Egiptem otrzymuje poparcie ludności egipskiej? Ten artykuł kończy się niespodzianką. I jest to artykuł otwarty, dla wszystkich.

Więc co będzie z pokojem izraelsko-egipskim?

Po wydaniu rozkazu całkowitego spalenia Kartaginy, bez pozostawienia o niej śladu (146 p.n.e.), włącznie z wyklęciem miasta, srogi i silny generał  i zdobywca Scypion Emilian był jakoś dziwnie ponury i nawet przejęty. Mówili nawet, że ukrywał łzy w oczach.

"Dlaczego tak reagujesz, przecież stoisz przed jednym z największych zwycięstw imperium rzymskiego nad buntującą się Kartaginą" dziwili się jego pomocnicy...

"Przeraża mnie myśl, że kiedyś ktoś wyda taki sam rozkaz wobec Rzymu"

(wg apoftegmatu Plutarcha)  

Gdy kilka dni temu odbyła się w Kairze uroczystość ku pamięci tzw. "szahida Elazhara" szejka Imad Ifat, zdarzyło się coś dziwnego. Uroczystość odbywała się ku czci szejka, zabitego przez egipskie siły bezpieczeństwa na placu Tahrir. Oficjalny rzecznik Bractwa Muzułmańskiego Mahmud Ozlan wszedł na podium, aby wychwalać zmarłego w imieniu przywódcy organizacji, która ma objąć nową władzę w Egipcie, po osiemdziesięciu latach prześladowania.

Rzecznik szykował się na wypowiedzenie przemówienia, ale wówczas z publiczności zaczęły dochodzić okrzyki. Wielu przeciwstawiało się aby on wygłaszał  mowę wychwalającą zmarłego. Ze wszystkich stron dochodziły krzyki pogardy przeciw "Bractwu Muzułmańskiemu" i w efekcie mówca zeszedł z podium, oszołomiony.

"Nie zawładniesz nam nad rewolucją" - krzyczeli - "skradliście nam rewolucję". Ozlan nie nabrał wody w usta i odpowiedział "rewolucja jest córką Braci (muzułmańskich) i oni jej bronią". A potem wytłumaczył : "ci ludzie powinni zrozumieć czym jest demokracja - przecież wygraliśmy".

Elity egipskie mają strach w oczach przed oczekiwaną w państwie władzą krańcowego islamu.

Egipt zawsze był religijny, zasady szariatu islamskiego wiążą ustawodawstwo parlamentarne (par. 2 konstytucji), ale lewica, dziennikarze i intelektualiści nie mieli na myśli władzy radykalnych salafitów, a czynniki islamskie o tym wiedzą.

Bractwo Muzułmańskie i salafici opanowują obecnie Egipt, który się zmienia, fermentuje i burzy. Państwo demonstracji i brutalności we wszystkim, z wewnętrznym gniewem i ogromną frustracją w najcięższym od kilkudziesięciu lat okresie w historii państwa. Od 1928 roku, gdy powstało bractwo "braci muzułmanów" oni wciąż tylko sarkali, krytykowali i twierdzili, że mają "rozwiązanie". Teraz, gdy doszli do władzy, sami widzą, że nie mają żadnego rozwiązania.To były słowa, oczarowanie, oszustwo i bardzo prędko będą musieli dostarczyć towaru, który nie istnieje.

Oni także wiedzą, że za kilka miesięcy 90 milionów ludzi zda sobie sprawę z tego, że ich sytuacja tylko się pogorszyła, co wywoła wielki gniew wobec Bractwa. Rozczarowanie będzie ogromne i będą oni celem ataków. To co armia zrobiła Mubarakowi i co oni zrobili armii, zrobi im ulica. Demokracja nawet niepotrzebna. Ulica powie swoje, w krańcowej atmosferze, której nigdy nie było we względnie umiarkowanym kraju jakim jest Egipt. Bractwo, a także salafici wiedzą, że ten nie rozczarowuje się, kto się nie spodziewa, ale dziesiątki milionów spodziewają się od nich cudu. I wynik już jest wyraźny.

Bractwo patrzy z przerażeniem na ogromny lotniskowiec zwany Egiptem. Nie mają wyraźnej drogi, nie mają przywódców o znaczeniu międzynarodowym, nie mają wiedzy rządzenia i nie mają pojęcia jak będą rządzić. Przecież Egipt to nie Gaza. Egipt jest państwem turystyki, która już się wstrzymała i zatrzyma się jeszcze bardziej, jeśli przesadzą z islamem. Także wiedzą, że Egipcjanie z natury nie odczuwają sympatii do radykalizmu. Młodzi Egipcjanie nie zgodzą się, aby ich wodzono za nos jak na co zgadzali się ich ojcowie. Okres posłuszeństwa się skończył, we wszystkich kierunkach.

Zawsze interesował mnie kartagiński zwyczaj poświęcania dzieci. Ich przodkami byli fenicjanie-kananejczycy, czczący Baala i Astarte, a później Tytana Kronosa. Ten Tytan miał zwyczaj, wg greckiej mitologii, zjadać własne dzieci natychmiast po urodzeniu, z obawy ze go wywłaszczą. Z tego powodu synowie Kartaginy (Kartago) poświęcali żywe dzieci Tytanowi.

Kładli je na metalowych ramionach Tytana, a stamtąd spadały do ognia w piecu pod nazwą "tofet" (tłumaczone jest na piekło, ale to chyba bardziej na "krematorium" - Ola) Były to dzieci niewolników hodowane specjalnie na ofiarę dla Kronosa. Gdy Kartagina zaczęła przegrywać wojny, mieszkańcy miasta zrozumieli, że Tytana nie zadowalają dzieci kupione, więc na ofiarę poświęcili 200 dzieci arystokracji miejskiej.


I kto natychmiast zrozumiał to przerażenie bractwa? Ich wielcy przeciwnicy w obozie islamskim, którzy otrzymali prawie ten sam procent (35% wobec 40% dla Bractwa) prąd salaficki, partia "Światło" (a-nur). Oni zrozumieli, że mają okazję.

Ich oficjalne oświadczenie było wprost zdumiewające. Jak zwykle, użyli Izraela aby uzyskać legitymizację. Oświadczyli, że nie anulują traktatu pokojowego z Izraelem, i nawet nie wierzą że należy unieważnić.

"Partia wierzy, że niesłuszne będzie posunięcie wyrządzające szkodę Egiptowi i jego synom i uważa za niebezpieczne jednostronne anulowanie umowy międzynarodowej, nawet jeśli była podpisana przez dyktatorski reżim. Z tej przyczyny partia oświadcza, że uszanuje tę umowę, z wiecznym dążeniem poprawy niesprawiedliwych paragrafów, wszelkimi legalnymi sposobami". I jeszcze dodała partia (zdumiewająco), że tego rodzaju postawa nie stoi w sprzeczności z jednoczesnym zobowiązaniem Egiptu wobec "naszych braci w Palestynie, gdy popieramy zwrócenie im wszelkich praw".

Kilka ważnych nauczek jest w tym oświadczeniu:

Pierwsza nauczka: także salafici, najbardziej zawzięci wrogowie Izraela, rozumieją, że traktat pokojowy z Izraelem ma krytyczne znaczenie dla Egiptu, pogrążonego w ogromnych kłopotach. Oni wiedzą, że wojna z Izraelem wstrząśnie całkowicie sytuacją w państwie, a także to, że Izrael jest silny.

Druga nauczka: oni tak samo jak Mubarak wyjaśniają Palestyńczykom, że nie poświęcą dla nich interesów egipskich.

Trzecia nauczka: poprawka paragrafów wszelkimi legalnymi sposobami tzn. za zgodą przeciwnej strony, czyli Izraela. Przez odwrotność odwrotności mamy tutaj, po raz pierwszy w historii, narodowe potwierdzenie pokojowej umowy między rządami, nawiązanej między Izraelem a Anwarem Sadatem. Umowa między rządami staje się umową , nie do uwierzenia, miedzy społeczeństwami.

Jaką szansę miało małe państwo żydowskie przeciwko rzymskiemu kolosowi wojennemu?

W roku 60 skończono rozbudowę Drugiej Świątyni, którą zaczął Herod przed dziesiątkami lat i 20 tys, robotników straciło pracę, co spowodowało ferment w społeczeństwie (jak wiadomo, Żydzi są w tym mocni). Dołożyła swego ciężka ręka rzymska i w roku 66 wybuchło powstanie żydowskie. Powstanie nie miało politycznej organizacji, pomimo że miało dobrych przywódców wojskowych. Miasto za miastem i wieś za wsią - zlikwidowano obronne punkty żydowskie.
W sierpniu roku 70 oblężona Jerozolima upadła, świątynię dziko zniszczono i obrabowano. Zabito 200 tys. Żydów, nawet na dzisiaj jest to ogromna liczba, tysiące Żydów stało się niewolnikami. Walka o Masadę, która ciągnęła się dwa lata, była z góry przegrana.

Powstanie Szymona Bar Kochby, około 60 lat później, tylko wzmogło tragedię. Z początku wydawało się, że powstanie zwycięża, ale Adrianus przywołał Juliusa Sabrusa, rządcę Brytanii, który ogromną armią 12 legionów zalał państwo. Starto 985 osad żydowskich (ale nie wszystkie) i rzeź Żydów była straszna. Ostatni punkt oporu żydowski upadł w roku 135 i był to Beitar. Rozpoczęła się tragedia żydowska, z powodu głupoty politycznej i trwała 2000 lat. Nie umieli się uelastycznić i  płacili za to cenę do końca.

Co było przyczyną tego zdumiewającego salafickiego oświadczenia?  Było to zajściem od flanków Bractwa, ich wielkich rywali. Przecież do dzisiaj definiowano salafitów jako bardziej ekstremistycznych od Braci Muzułmanów, więc jeśli oni utrzymują pokój z "iszut" (istota, stwór) czyli z Izraelem, to może Bractwo jest bardziej krańcowe od nich?

I może Bracia powinni teraz przyswoić sobie postawę bardziej umiarkowaną od salafitów wobec Izraela, aby utrzymać swą pozycję czynnika równoważącego. Znów rywalizacja wewnętrzna wciąga Izrael, tym razem dla jego dobra.

Dlaczego Anwar Sadat przybył do Izraela w 1977 roku. Czy to było z miłości do Izraela? Absolutnie nie. Przybył ponieważ Egipt znalazł się na skraju bankructwa narodowego, ze skończoną rezerwą obcej waluty i na tle ciężkich rozruchów chleba w ówczesnym roku. Ta sama logika podziałała teraz. Wojna jest samobójstwem, unieważnienie traktatu pokojowego jest samobójstwem dla Egiptu. Było to trudne dla Sadata, który jak wiadomo, prowadził ciężką wojnę przeciw Izraelowi i teraz trudne to jest dla islamistów. Ale teraz sytuacja gospodarcza jest jeszcze cięższa, bo gdy Sadat przyjechał do Jerozolimy, w Egipcie żyło wówczas 40 milionów ludzi, dziś Egipt zbliża się do 90 milionów. Od upadku Mubaraka planowanie rodziny roztrzaskało się i krzywa narodzin znów podskoczyła pod historycznym hasłem salafitów, że planowanie rodziny jest grzechem. Ciekawe co teraz o tym powiedzą.

Wszystkie czynniki islamskie wiedzą doskonale że zerwanie pokoju z Izraelem, wszczęcie z nim nowego wyścigu zbrojeniowego jest samobójstwem narodowym. Oni brzydzą się Izraela, także Sadat go nie kochał, ale 90 milionów Egipcjan nie da im długiego kredytu. Oni chcą zobaczyć rezultaty.

Jeśli umowa pokojowa zostanie zerwana lub zmieniona jednostronnie, wstrzyma się coroczna pomoc amerykańska w wysokości około 2.1 miliarda USD (nominalnie 67 miliardów od 1979 roku, realnie prawie podwójnie) i jest to jedyna regularna, jak zegar, obca pomoc dla tego kraju. Pomoc ta utrzymuje Egipt ponad powierzchnią wody, inaczej utonie.

Unieważnienie pokoju postawi Egipt w izolacji światowej jako strony nie dotrzymującej zobowiązań. Iran, bogaty w naftę, może sobie pozwolić na tę izolację, ale Egipt zbankrutuje. Izolacja oznacza koniec turystyki i ogromną falę protestów przeciwko nowemu reżimowi, to znaczy, islamskiemu.

Unieważnienie pokoju oznacza utratę finansowania i poparcia przez USA armii egipskiej. Ta armia całkowicie jest zdana na Stany Zjednoczone, w broni, w częściach zamiennych i pomocy finansowej. Bez pomocy armia egipska zardzewieje.

Co za tragiczne szczęście dla Bractwa, dla Scypiona rzymskiego i dla salafitów. Wreszcie, gdy już zrealizowali swe marzenia, okazuje się że to zwycięstwo jest niebezpieczne i może ich pod sobą zawalić. Co więc zrobią?

Będą się starać upilnować ugody nie-walczenia z Izraelem, kontakty zminimalizują do istniejących z izraelskimi specjalistami bezpieczeństwa, raczej po cichu i na uboczu, i zupełnie zlikwidują wszelki przejaw normalizacji czy zbliżenia ze społeczeństwem izraelskim.

Ale, chwileczkę!

Przecież dzieje się to już dzisiaj i działo się poprzez wszystkie lata władzy obalonego prezydenta Hosniego Mubaraka...

2 styczeń 2012
Guy Bechor, Gplanet
tłumaczenie Oli, za zezwoleniem autora

fot. Niv Calderon

Share/Save/Bookmark

Przedyskutuj to na forum. (6 posts)
Yom Chamishi, 30 Shevat 5772

Naszą witrynę przegląda teraz 206 gości i 8 użytkowników 

 

RSS

 

Jerozolima ירושלים

Przelicznik walut

Kwota:
Z:
Na: