Guy Bechor: Palestyńczycy? Nikogo nie obchodzą!
niedziela, 12 lutego 2012 23:07
Bliskowschodni przewrót niweczy mit - arabsko-izraelski konflikt nie jest związany z problemami regionu
Przez około 100 lat uważano za niekwestionowany fakt: arabsko-izraelski konflikt był „ojcem wszystkich bliskowschodnich konfliktów”. Jeśli zostanie „rozwiązany”, myślał świat, zobaczymy kosmiczny spokój spływający na cały region. Stosy „studiów” napisano o tym konflikcie, nadmuchanym tak, że grozi to pęknięciem tej bańki mydlanej.
Ale przyszła tak zwana „wiosna arabska” i została ujawniona cała ponura prawda: izraelsko-arabski konflikt jest marginalny w porównaniu z rzeczywistymi konfliktami regionu i jego faktyczny wpływ jest ograniczony. Był wręcz konfliktem wymyślonym, co było oparte na interesownych powodach.
Arabscy przywódcy, którzy wiedzieli, że etniczne, religijne, plemienne i regionalne problemy w ich własnych państwach były okropne i nie do rozwiązania (co jest powodem strasznej rzezi w Syrii), przez lata skupiali uwagę na Izraelu. Dzięki temu masy arabskie były zaaferowane zwykłym antyizraelskim podburzaniem i ignorowały swoją rzeczywistą udrękę.
Żydowskie państwo wyobrażone przez arabski świat - Izraela nie znał właściwie żaden Arab - przeobraziło się bezwolnie w środek zmywający grzechy Bliskiego Wschodu. Wielu zarobiło i zdobyło sławę na tym korzystnym konflikcie: stał się ich karierą.
Dlaczego Saddam Husajn miał wyjawić światu fakt strasznej nienawiści między sunnitami a szyitami w Iraku? Dlaczego Assad miał ujawnić swoje krwawe alawickie rządy w Syrii? Dlaczego Egipcjanie mieli zwierzać się z ciężkiej sytuacji ekonomicznej w ich kraju? Dlaczego Kadafi miał ujawnić złożony rozłam plemienny swojego kraju? I niby dlaczego Liban miałby ujawnić swoją skomplikowaną mieszankę narodowości i religii? Zawsze jest lepiej ukryć własne brudy i skupić się na Izraelu: potępiać, krytykować i dyskredytować go.
I w ten sposób konflikt między Izraelem a Arabami zamienił się w prawdziwie skuteczny środek dla przywódców regionu; zagwarantował im ich prawie jedyną legitymizację przed własnymi narodami i światem. Tak długo jak mówili o brutalności Izraela, nikt nie mówił o ich własnej brutalności. Przedstawiali Izrael jako kraj słaby i popadający w ruinę, podczas przedstawiania siebie jako stabilnych. Prawda oczywiście była odwrotna.
Masy arabskie zostały oszukane
Ale przyszła Arabska Wiosna, społeczeństwom arabskim po raz pierwszy w ich historii zostało dane wypowiedzieć się i nagle okazało się, że Izrael jest daleki i mało istotny. Oprócz tego: co ma w ogóle wspólnego prawdziwa udręka Arabów z Izraelem? Arabowie zrozumieli, że ich tyrańscy władcy oszukali ich na wiele sposobów dzięki wymyślonemu Izraelowi.
Czy jeśli zostanie ustanowione państwo palestyńskie, przykładowo Assad obejmie swoich domowych przeciwników? Ahmadineżad pogodzi się ze swoimi wrogami? Libijskie siły zbrojne połącza się? Jemen odzyska choć trochę stabilności? I w ogóle, co ma jedno do drugiego?
Hezbollah używał podobnej logiki. Organizacja uzyskała swoją krótkotrwałą sławę podczas wojny przeciwko Izraelowi na ziemi libańskiej. Ale kiedy ten konflikt się skończył, grupa straciła zasadność istnienia w arabskim świecie. Hezbollah z radością wznowiłby swój konflikt z Izraelem, ale zdaje sobie sprawę, że żydowskie państwo jest silne i tym razem ma możliwość unicestwienia organizacji.
Palestyńczycy pierwsi zrozumieli, że ich fundamenty się roztrzaskały. Decyzja Abbasa zwrócenia się do ONZ była desperackim ruchem. Wiedział, że wypadki toczą się nie po jego myśli. Przecież jeśli w końcu zajęto się realnymi problemami regionu, nie ma już żadnego uzasadnienia dla palestyńskiej fasady.
Kogo naprawdę obchodzi czy Abbas połączy siły z Hamasem Chalida Meszala, czy nie? Czy ktoś rzeczywiście się tym przejmie? Kwestia palestyńska znika z programu, gdy cały Bliski Wschód płonie. Jest to przyczyną opuszczania Izraela w tym czasie lub zamykania biur przez międzynarodowe sieci informacyjne, takie jak CNN lub France2. Konflikt izraelski nie jest już wydarzeniem, zainteresowanie przenosi się do Damaszku, Kairu i Trypolisu.
Nawet jeśli konflikt izraelsko-palestyński powróci w przyszłości, będzie tylko jednym z wielu na Bliskim Wschodzie, zamiast być „ojcem wszystkich konfliktów”, jak był postrzegany w przeszłości. Postrzegany jako demon Izrael wraca do swoich naturalnych wymiarów w regionie: małe państwo, nie za bardzo wpływowe, ale dużo bardziej uznane i zintegrowane w regionie niż w przeszłości.
Guy Bechor, Ynet 10 lutego 2012 roku

fot.Yariv Katz
Przedyskutuj to na forum. (17 posts)
Ostatnio dodane
- Bibi zaśpiewał Hatikwę w synagodze Golema
- Ofiara palestyńskiego apartheidu czeka na egzekucję w celi śmierci
- Izraelożercy dostali szału z powodu dudków
- Ustępujący dowódca: zbrodnia w Itamarze to moja wina
- José María Aznar: Chamenei powiedział mi, że Izrael trzeba wypalić do gołej ziemi
- Ein Brera - nie ma alternatywy
- Nasrallah: nadchodzi dzień zagłady
- Brutalny gwałt wstrząsnął Tel Awiwem
- Palestyński mufti o Jerozolimie i muftim Egiptu
- Ben Snuf "Podróż" - piosenka w tłumaczeniu i transliteracji
- Władysław Szlengel po hebrajsku
- Castro Street Art Project 2012
- Turecka paranoja. Kolorowy ptaszek izraelskim szpiegiem!
- Mija 38 lat od masakry w Maalot
- Żydowski dylemat. Jak sprowadzić papugi na dobrą drogę?
- Nowa Latma (Mahadurat HaSzewet)
- Omar Faris - ulubieniec Grodzkiej, Gosiewskiej, Szczypińskiej i Nowickiej
- Endecy: precz z Alejami Jerozolimskimi!
- Arabstwo zaatakowało żydowskich studentów w Tuluzie
- Drzewko bazyliowe? Tylko w Izraelu



